22 października 2015

Zawód dla odważnych? Mysz laboratoryjna...

Jest takie zajęcie, a może już nawet i "zawód" dla odważnych, jak topo da laboratorio lub caviaczyli nic innego jak mysz laboratoryjna.


fot. urbanpost.it

Jak podaje artykuł opublikowany w ospedalivarese.servizipress.com, wystarczy poszukać w internecie cross research  aby rozpocząć karierę dobrowolnej myszy doświadczalnej.

W szwajcarskich klinikach, a konkretnie w Mendrisio, blisko granicy z Włochami (celowo nie podaję nazwy kliniki), poszukują obecnie
kobiet w wieku od 18 do 55 lat gotowych wziąć udział w badaniach ginekologicznych, pisze autorka.


Nawet włoski dziennik Corriere della Sera cytował tę klinikę, znaną z badań, w których biorą udział głównie mieszkańcy okolicznych włoskich miast i miasteczek.
Ponoć można tu zarobić nawet do 4 tys. franków szwajcarskich w ciągu kilku dni, chociaż średnie wynagrodzenie wynosi 1500CHF.


Osoba reklutująca wolontariuszy wyjaśnia, że przyjmują osoby tylko zdrowe i zamieszkałe w szwajcarskim kantonie Ticino lub we włoskim regionie Lombardia, ponieważ muszą być do dyspozycji aby na bieżąco weryfikować ewentualne skutki uboczne podanych leków.


Autorka odkryła, że są osoby, które testują co miesiąc na sobie różne leki zarabiając dziesiątki tysięcy. Zazwyczaj są to studenci, którzy nie mają wielkich oporów by łyknąć taką czy inną pastylkę. Dawki leku są podobno minimalne, stopniowo zwiększane pod ścisłą kontrolą medyczną, więc ryzyko skutków ubocznych jest ograniczone, dodaje dziennikarka.


No cóż, nauka musi iść naprzód, a okazuje się że zdrowie też ma tutaj swoją cenę...

2 komentarze:

  1. Student łyka wszystko, a jakby taka klinika była bliżej Polski to by mieli tam setki polskich "myszy i szczurów" doświadczalnych. Łatwiej łyknąć tabletkę niż zbierać puszki czy butelki zimą, a i zysk bez porównania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aby innym żyło się lepiej, muszą być jakieś ofiary. Po kilku latach testowania na sobie leków człowiek posiada tyle chorób, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Czytałam o takich "myszach" w Polsce.

    OdpowiedzUsuń