28 maja 2014

Villa Carlotta: smutne dzieje Carlotty i jej matki Marianny Oriańskiej

Pałac Villa Carlotta w Tremezzo nad jeziorem Como został wybudowany jeszcze pod koniec XVIIw. przez zamożny ród Clerici, później był własnością kilku innych arystokratów, aż wreszcie w 1844r. przeszedł w ręce księcia i generała pruskiego Albrechta i jego żony Marianny Orańskiej z dynastii Oranje-Nassau, córki króla Niderlandów.

Marianna Orańska
fot. wikipedia

Warto tutaj przytoczyć po krótce jej ciekawe losy, związane poniekąd z ziemiami śląskimi. 
Księżna Marianna odziedziczyła po rodzicach tereny w Lubiążu, Henrykowie, Kamieńcu Ząbkowskim, Bardzie..., a sama zakupiła później tzw. klucz stroński na ziemi kłodzkiej, Strachocin, i inne okolice, gdzie inwestowała w modernizację tych terenów oferując pracę lokalnym mieszkańcom, przyczyniając się do ekonomicznego rozwoju tej części Sląska. Rozbudowała nową sieć górskich dróg, rozwinęła gospodarkę leśną, zakładała stawy rybne, kamieniołomy marmuru, piece hutnicze, itd. To od niej pochodzą do dzisiaj używane nazwy: Mariańskie Skały, Droga Marianny, Marianówka, Źródło Marianny,  itp. (źródło: wikipedia). Zobacz filmik na YouTube link


Natomiast jej życie prywatne nie było usłane różami. W młodości zakochała się i później zaręczyła z księciem Gustawem Wazą, ale na drodze do małżeństwa stanął król Szwecji, Karol XIV Jan, który nawet zagroził wypowiedzeniem wojny, gdyby para zawarła ślub. 

Tak więc, Marianna została wydana za swojego bliskiego kuzyna, Albrechta Pruskiego, miała z nim czwórkę dzieci, ale wkrótce ich małżeństwo okazało się dużym fiaskiem. Marianna była o wiele inteligentniejsza i delikatniejsza od surowego generalskiego obycia męża, który zresztą nie dbał o nią i nagminnie zdradzał.

W 1845r. (niedługo po zakupie Villi Carlotty we Włoszech, którą nie było jej dane się nacieszyć), księżna Marianna opuszcza męża, pozostawia nieletnie dzieci i powraca do Holandii, gdzie związała się ze starszym stajennym, przeżywając drugą romantyczną miłość. Miała z nim także syna, i w 1848 doszło wreszcie do rozwodu z Albrechtem, co wywołało ogromny skandal na dworach Europy. Księżna Marianna nie mogła już mieć kontaktów z dziećmi z pierwszego małżeństwa, i zakazano jej wstępu na tereny Prus.

Carlotta di Prussia
fot. wikipedia


W 1850r., w dniu ślubu swojej pierwszej córki, Fryderyki Luizy Wilhelminy Marianny Charlotty (nazywanej we Włoszech Carlotta), z Jerzym II, księciem Saksonii-Meiningen,  Marianna podarowała jej w prezencie elegancki pałac nad jeziorem Como we Włoszech, życząc aby romantyczna Villa przyniosła córce więcej szczęścia niż jej samej. Od tej pory do dziś posiadłość nosi jej imię Villa Carlotta.


I właściwie wszystko wskazywało na spełnienie najskrytszych marzeń matki, ponieważ para młodych była w sobie szalenie zakochana i przede wszystkim szczęśliwie dobrana. Carlotta była muzycznie uzdolniona, intelientna i wrażliwa po matce. A książę Jerzy był wszechstronnie wykształconym, znanym koneserem sztuki, miłośnikiem historii, literatury i muzyki, a także mecenasem teatru. 

Portret Carlotty z dziećmi

Niestety i młodej małżonce nie było dane nacieszyć się romantycznym zakątkiem w północnych Włoszech.

W ciągu pięciu lat przyszło na świat czworo dzieci, niestety w 1855r., zmarł jej młodszy synek, a dwa miesiące później przy porodzie ostatniego dziecka, zmarła także Carlotta pozostawiając rodzinę w czarnej rozpaczy i bólu.. Miała wówczas zaledwie 25 lat.

Zapraszam teraz na mały spacer po przepięknym pałacu i parku Villa Carlotta w Tremezzo:

Pokój Carlotty







W pałacu znajdują się wyjątkowo cenne zbiory sztuki, poniżej marmury w wykonaniu A. Canovy:






I przykładowe inne cenne zbiory...



Obraz Romea i Julii

Zegar

Na balkonie Villi Carlotty - widok na jezoro z drugiego piętra
Widok z balkonu




Park i ogrody botaniczne rozciągają sią na terenie 70tys. metrów kwadratowych. Romantyczne alejki prowadzą przez ogrody all'italiana, drzewa cytrusowe, kaktusy, bambusy, ogródki skalne, paprocie, kolorowe rododendra...

























No cóż, nawet tak cudowne miejsca kryją w sobie smutne tajemnice.... 


10 komentarzy:

  1. Smutna historia...w tak pięknym miejscu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście ta historia jakoś melancholijnie nastraja, co jednak nie przeszkadza zachwycać się tym miejscem... Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Uroczy zakątek; wytworna villa w otoczeniu parku i z widokiem na Como wymarzone miejsce, żeby wieść szczęśliwe życie, los okazał się jednak okrutny i dla matki i dla córki, pechowe okazał się mury Villa Carlotte dla obu kobiet. Ładna fotka z refleksami światła igrającymi na twojej twarzy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miejsce szczególnie zaczwycające i przyciąga tysiące turystów z całego świata (n.b. wstęp 9 euro)
      Dziękuję, czasami udaje mi się nie straszyć swoją osobą czytelników :) Uściski

      Usuń
  3. Takie piękne miejsce a taka smutna historia, ot życie
    Podobną historię ma Natalia Sanguszko, od jej imienia jest Natolin w którym mieszkam. jej ojciec postawił monument w parku, bo ciała nie można było sprowadzić.
    Park fantastyczne i te cudowne widoki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słyszałam jeszcze o historii tej Natalii z Natolina, muszę poszperać w internecie. Dzięki za podpowiedź :)

      Usuń
  4. No i dzisiaj mogę podziwiać Ciebie :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie opisałaś smutną historię Carlotty i jej krótkiego życia a także ciekawą postać jej matki. W willi byłam kilka razy, ale nigdy mi się nie znudziła, większość ludzi uważa ja za najpiękniejszą we obrębie jeziora Como, chociaż moim zdaniem wybór jest naprawdę trudny, bo przecież są też wspaniałe wille Balbianello i Monastero. Osobiście zafascynowała mnie inna historia ( pisałam o tym), a mianowicie rywalizacja jej poprzedniego właściciela Gian Battisty Sommarivy i jego sąsiada z drugiego brzegu jeziora, do którego należała równie willa Melzi. A widoki na jezioro są po prostu nieziemskie, miło popatrzeć na Ciebie na tym tle. Cieszę się że trafiłam na Twego bloga, świetnie piszesz o różnych aspektach włoskiej egzystencji, z przyjemnością o tym czytam. Czasem nieco mi żal że to już poza mną, bo chciałam zobaczyć jeszcze wiele miejsc, ale pocieszam się tym że sporo zwiedziłam a mimo wszystko w domu jednak jest mi najlepiej. Teraz zadowalam się wspominkami i pisaniem o tym co widziałam i przeżyłam...Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To muszę koniecznie do ciebie zajrzeć i poczytać o tej historii Sommarivy...
      Dziękuję, uskrzydlasz mnie :) !!!
      Mnie też bardzo przypadł do gustu twój blog, z przyjemnością tam zaglądam. Uściski!

      Usuń